|
Czy chcesz decydować, ile pieniędzy wydawać na władzę, ilu polityków ma nas reprezentować w parlamencie? – Na pewno tak.
Czy chcesz, aby w naszej Ojczyźnie było tylko tyle urzędów, instytucji, sejmików, miejsc w parlamencie, ile naprawdę potrzeba, a nie tyle, ile tworzą politycy, by mieć dobrze płatne miejsca pracy? – Na pewno tak.
Czy chcesz mieć rzeczywisty wpływ na to, kto będzie rządził Polską w Twoim imieniu? Czy chcesz, aby w Sejmie zasiadali przywódcy z prawdziwego zdarzenia, a nie cwaniacy ukryci za partyjnymi szyldami? – Na pewno tak.
Czy chcesz, aby prawo w Polsce traktował o ludzi władzy tak samo jak zwykłych obywateli? Czy chcesz, aby zrozumieli oni, że polityka jest służbą obywatelom, a nie panowaniem nad poddanymi? Aby władza nie dawała gwarancji bezkarności, lecz stawiała wyższe wymagania sprawującym ważne stanowiska? – Na pewno tak.
Rozumny patriotyzm wyklucza inną odpowiedź niż „Cztery razy tak”. Ale czy nasze oczekiwania zawarte w tych odpowiedziach są możliwe do osiągnięcia? Wierzę, że tak i pragnę, abyście i Wy w to uwierzyli. Wasza wiara w sens wspólnego działania, to klucz do wygranej.
My, Polacy, mamy poczucie, że nasze sprawy idą w złym kierunku. Wprawdzie cieszymy się pełną wolnością, jesteśmy w Unii Europejskiej, a nasze granice są bezpieczne jak nigdy dotąd, ale równocześnie odczuwamy gorycz i zniechęcenie. Boimy się bezrobocia i biedy, złości nas chaos w służbie zdrowia, bezradność policji i wymiaru sprawiedliwości. Dla wielu z nas to zaledwie przejawy znacznie poważniejszej choroby. W Polsce polityka stała się chora, w naszym kraju prawo przestało znaczyć to samo dla wszystkich, a demokracja staje się coraz bardziej fasadowa. To groźne objawy – tak umierają demokracje, tak traci się bezcenny dar wolności. Przyzwyczailiśmy się nie oczekiwać niczego dobrego od państwa. Wystarcza nam, aby nie przeszkadzało głupimi przepisami, wysokimi podatkami, niesprawiedliwymi sądami. Jesteśmy zaradnym narodem i potrafimy zadbać o siebie i swoje rodziny, jeśli tylko da się nam szansę. Ale tych szans jest coraz mniej, bo nasze państwo jest coraz bardziej chore. W Polsce trzeba uzdrowić państwo. Naszym zdaniem ten proces trzeba zacząć od naprawy władzy, bo ona właśnie powoduje najwięcej problemów i zagrożeń – a nie obywatele. Władza musi podlegać jasnym i sprawiedliwym zasadom. Jeśli je łamie szkodzi nam wszystkim. O ile łatwiej byłoby nam znosić codzienną mitręgę, gdyby rządzący kierowali się: zasadą powściągliwości przy tworzeniu kolejnych ustaw, urzędów i biurokratycznych etatów; zasadą skromności przy ustalaniu własnych wynagrodzeń; zasadą solidarności ze zwykłymi ludźmi; zasadą przyzwoitości i zdrowego rozsądku w codziennych działaniach.
Nie miejmy jednak złudzeń – władza sama się nie zmieni. Stąd coraz powszechniejszy postulat naprawy fundamentów Rzeczpospolitej. Tym fundamentem jest Konstytucja. To ona gwarantuje prawa i swobody obywatelskie, i zarazem wyznacza ramy dla działań władzy. Zmiana Konstytucji to poważne zadanie, nie można tego robić z byle powodu. Dlaczego więc Platforma Obywatelska chce ją zmienić? Dlatego, że Konstytucja ma być dla obywateli, a nie dla polityków, w obecnym zaś kształcie psuje państwo i działa przeciwko obywatelom. Jeśli Konstytucja strzeże tego, co tak bardzo wszystkim doskwiera, a więc władzy biurokracji nad obywatelem, bezkarności polityków, upartyjnienia państwa, przywilejów elit. Pora ją zmienić, bo straciliśmy wiarę, że oczekiwania zwykłych ludzi mają jakiekolwiek znaczenie dla władzy. Konstytucja, która nie daje obywatelom realnego wpływu na bieg zdarzeń we własnym kraju – nie może być dobra. Zdaję sobie sprawę, że zadanie nie jest proste. Konstytucję uchwala parlament, a tu dużą przewagę mają dzisiaj obrońcy dotychczasowego stanu rzeczy. Niechętne zmianie będą też elity, które najwięcej korzystają z wad naszego systemu. Przeciwko nam stanie cała polska klasa próżniacza, a jej główną bronią będzie szyderstwo. Rozmaite autorytety będą tłumaczyły, że zmiany w Konstytucji nic nie dają, że są populistycznym hasłem, że są mało europejskie, a nawet niebezpieczne, bo zwykli ludzie będą mogli naprawdę o czymś decydować. Jeśli Platforma będzie osamotniona, nic się nie zmieni. Dlatego zwracamy się do Was. Jeśli bezradnie opuścimy ręce, to przegramy. A przecież możliwe jest wyzwolenie dobrej energii Polaków, tej energii, dzięki której spełniają się wielkie marzenia. Przed ćwierć wiekiem, dla mojego pokolenia, które wchodziło wówczas w dorosłe życie, takim marzeniem była wolna Polska. Większość była przekonana, że to niemożliwe, a jednak doświadczyliśmy satysfakcji ze zwycięstwa najprostszych prawd. Dziś jest podobnie. Prawie wszyscy czujemy, że zmiany są konieczne i prawie nikt nie wierzy, że są możliwe. Aby rzucić wyzwanie tej złej sytuacji, musimy się porozumieć – nie dla zwycięstwa tej czy innej partii, ale dla naprawy Rzeczpospolitej. A zacząć trzeba od fundamentu – czyli Konstytucji. Wiemy też, podobnie jak Wy, że zmiany w Konstytucji nie są lekarstwem na wszystkie polskie choroby. To zaledwie pierwszy, ale przecież niezbędny krok do tego, aby nasza demokracja przestała być fasadą, za którą nieliczni urządzają sobie życie kosztem bezsilnej większości. Aby uczynić ten pierwszy krok, musimy wypowiedzieć swoją wolę zmiany w ogólnonarodowym referendum.
To w nim powiemy: cztery razy tak! Tak – dla mniej licznego Sejmu, dzisiaj kosztownego, ponad miarę rozgadanego, w którym liczba posłów nie przekłada się na jakość tworzonego prawa. Tak – dla zniesienia Senatu, który w ostatnich latach stał się symbolem mnożenia politycznych bytów ponad wyraźną potrzebę. Tak – dla zniesienia immunitetu, który w Polsce stał się gwarancją bezkarności przestępców na najwyższych stanowiskach. Tak – dla wyborów większościowych w okręgach jednomandatowych, aby wreszcie wyborcy decydowali o kształcie swej reprezentacji parlamentarnej.
Po pierwsze: MNIEJ LICZNY SEJM Polski Sejm liczy dzisiaj 460 parlamentarzystów – to jeden z najwyższych wskaźników liczebności parlamentu na Świecie! Czy dzięki temu mamy lepsze prawo niż w innych krajach? Czy Polskę, kraj Średniej wielkości i raczej ludzi biednych niż zamożnych, stać na tak liczny parlament? Nie ma żadnego racjonalnego powodu, aby w polskim Sejmie zasiadało tak wielu posłów. Należy postawić na jakość pracy parlamentu, a nie jego liczebność. Korupcja, kupowanie ustaw, ucieczka przed wymiarem sprawiedliwości pod parasol immunitetu, czyli bezkarność w łamaniu prawa, afery kryminalne i obyczajowe (pijaństwo) – to tylko niektóre zwyczaje „klasy próżniaczej”, która zgromadziła się w Sejmie. Dlatego postulujemy zmniejszenie o połowę składu izby. Kiedy posłów będzie mniej, zwiększy się odpowiedzialność każdego z nich. Łatwiej będzie nam rozpoznać twarze i nazwiska autorów ustaw, a przejrzystość i osobista odpowiedzialność ułatwią skuteczną obywatelską kontrolę nad Sejmem i jego pracą. Posłowie wnoszą do Sejmu konkretne interesy – regionu, swojej grupy zawodowej, ale nierzadko własne lub zaprzyjaźnionego przedsiębiorcy. Liczny Sejm ułatwia też działania tym osobom spoza parlamentu, które w anonimowym tłumie posłów szukają poparcia dla swoich interesów. Dlatego Sejm tak często staje się izbą przetargów. Im mniej posłów, tym trudniej ukryć działania sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami. Należy ograniczyć liczbę posłów także dlatego, aby przywrócić należytą godność tej funkcji. Polacy źle oceniają nie tylko moralność posłów, ale także ich kwalifikacje zawodowe. Im liczniejszy Sejm, tym słabsza konkurencja w tej dziedzinie – to oczywiste. Ostrzejsza konkurencja, podobnie jak na rynku pracy czy w sporcie, skutecznie odsiewa nieudolnych, gorzej przygotowanych i nieuczciwych. Mniej liczny Sejm, wybrany w okręgach jednomandatowych, może spowodować, że o posłach znów będziemy mówili bez ironii, że to nasza reprezentacja. A bez surowej selekcji nie ma dobrej reprezentacji. Ostatnim argumentem na rzecz zmniejszenia liczby posłów jest stan finansów państwa. Pieniędzy brakuje w Polsce prawie na wszystko – ale nigdy nie brakuje na utrzymanie 460 posłów. Budżet Sejmu na rok 2004 to 337 milionów złotych! Jeśli zatem szukamy oszczędności w każdej sferze życia, powinniśmy zacząć je od władzy. Tylko władza skromna i powściągliwa ma moralne prawo do prowadzenia polityki oszczędnych wydatków! Uważamy, że demokracji w Polsce nie zagraża „szczupły parlament”, demokracji w Polsce zagraża rozdęty ponad miarę Sejm, który żyje kosztem społeczeństwa, z podatków płaconych przez nas wszystkich. Jeśli chcemy zmieniać Polskę, to zmniejszenie liczebności „klasy próżniaczej” będzie dowodem, że zmieniamy ją naprawdę. To Konstytucja określa ilu posłów ma zostać wybranych i zasiąść w parlamencie. Dlatego chcemy ją zmienić.
Po drugie: LIKWIDACJA SENATU Senat powstał w wyniku obrad Okrągłego Stołu w 1989 roku, gdy „Solidarność” negocjowała z partią komunistyczną udział we władzy. Jak pamiętamy, wybory do Sejmu w czerwcu 1989 roku odbywały się wedle z góry ustalonych reguł – większość izby mieli stanowić reprezentanci partii peerelowskich, a jedynie wybory do Senatu miały być wyborami w pełni wolnymi. Okazał o się, że na 100 miejsc senatorskich opozycja solidarnościowa zdobyła 99. Senat z prawem veta wobec ustaw sejmowych mógł więc równoważyć decyzję formalnie izby niższej czyli Sejmu. W ten sposób demokracja ograniczona w wyborach sejmowych miała współistnieć z wolnymi wyborami do wyższej izby parlamentu. U początków Senatu nie leżały wiec potrzeby ustrojowe, wizja państwa, lecz bieżące targi i kompromisy między ówczesną władzą totalitarną a opozycją demokratyczną. Konstytucja z 1997 roku utrzymała Senat, chociaż już wtedy podnosiły się głosy nawołujące do jego likwidacji. Do dzisiaj najwytrwalej o jego istnienie zabiegają sami senatorowie. Zdaniem Platformy Obywatelskiej Senat należy zlikwidować, a jego kompetencje przekazać Prezydentowi, wzmacniając tym samym jego uprawnienia. Dlaczego tak uważamy? Otóż, mimo świetnych tradycji historycznych Senat nie stał się izbą gromadzącą autorytety, mającą moc sprawczą w najważniejszych dla kraju sprawach. Obecne funkcje Senatu sprowadzają się do poprawek prac Sejmu. Izba wyższa stała się więc „kołem ratunkowym” w przypadkach pomyłek prawnych, które zdarzają się w Sejmie. Zamiast starannie pracować nad dobrymi ustawami, Sejm często przepuszcza buble prawne, gdyż liczy, że poprawi je Senat. I rzeczywiście, zdarza się często, że Senat poprawia oczywiste błędy, nawet ortograficzne. Dlatego nazywany jest czasem „izbą kropki i przecinka”. W sprawach najważniejszych Senat wykonuje jednak z reguł y zadania narzucone przez partię rządzącą i nie spełnia roli niezależnej instytucji, która powstrzymywałaby władzę od tworzenia nadmiaru przepisów. Zatem bez większego ryzyka funkcje Senatu mógłby przejąć Prezydent. Liczba złych ustaw wychodzących z parlamentu, często potem unieważnianych przez Trybunał Konstytucyjny, Świadczy też o tym, że Senat na równi z Sejmem ponosi odpowiedzialność za złe prawo w Polsce. Do tworzenia dobrych ustaw nie jest potrzebny stuosobowy Senat, tylko kompetentni posłowie i współpracujący z nimi prawnicy. Jest jeszcze jeden powód nieskuteczności Senatu. Na ogół partie polityczne wystawiają kandydatów do Senatu ze swojego drugiego szeregu. Wytrawni politycy z pierwszej ligi starają się o miejsca w Sejmie, bo tam podejmuje się istotne decyzje, tam jest centrum polityki. To z kolei powoduje, że w wielu przypadkach mandat senatora traktowany jest jak zasłużona partyjna emerytura. Z tego zapewne powodu, choć Senat dysponuje tzw. inicjatywą legislacyjną, czyli prawem zgłaszania własnych ustaw, czyni to nadzwyczaj rzadko. Tak więc i w tej kwestii, jaką jest inicjowanie ważnych projektów dla kraju, Senat się nie sprawdził. Ostatnim argumentem za likwidacją Senatu są pieniądze. Budżet Senatu to 300 milionów złotych na kadencję. Za takie pieniądze warto utrzymywać instytucje, które są konieczne dla dobrego funkcjonowania państwa. Dziś widać już wyraźnie, że Senat nie jest instytucją niezbędną. Interes senatorów i historyczny sentyment to za mało, by polscy podatnicy płacili tak dużą daninę. Dziś zmusza nas do tego Konstytucja. Dlatego chcemy ją zmienić.
Po trzecie: JEDEN POSEŁ W JEDNYM OKRĘGU Ordynacja wyborcza decyduje, w jaki sposób wybiera się posłów w demokracji. W Polsce obowiązuje ordynacja proporcjonalna. To znaczy, że najpierw wybieramy listę partyjną, na którą chcemy oddać swój głos, potem dopiero wskazujemy osobę, którą chcemy obdarzyć zaufaniem. Oddając głos na listę partyjną siłą rzeczy godzimy się na kandydatów wskazanych przez partię. Z reguły oznacza to wybór tych, których kierownictwa partii umieściły na pierwszych miejscach swoich list wyborczych. Wybieramy więc tych, których partie chcą, byśmy wybrali. Nasz system polityczny już tylko od Święta bywa nazywany demokracją. Na co dzień mówimy o rządach partii, a dokładniej – nie tyle nawet partii, ile ich kierownictw. Tu właśnie tkwi przyczyna wielu problemów dzisiejszej Polski. To nie obywatele decydują, kto będzie ich najlepiej reprezentował, ale kierownictwa ugrupowań politycznych. Zmiana tego systemu to początek leczenia Polski z wszechwładzy partii, które dzisiaj przypominają bardziej grupy interesu niż stronnictwa polityczne. Wszechwładza partii sprawia, że o obsadzie stanowisk w państwie decydują przede wszystkim powiązania polityczne. Nie jest ważne, kim jesteś i czego dokonałeś. Daleko ważniejsze okazują się znajomości, układy itd. W zamian za lojalność wobec partyjnych koterii, nawet skompromitowani politycy mają szansę dostać się do parlamentu. Tak narodziła się „III Rzeczpospolita Kolesiów”. W obowiązującym systemie wyborczym tkwią także przyczyny innych zjawisk: nawyku lekceważenia przez polityków opinii wyborców, narastającego poczucia bezsilności wyborców, coraz powszechniejszego przekonania, że nie mamy wpływu na bieg spraw w naszym kraju. Wszystko to grozi tym, że w wyborach uczestniczyć będzie coraz mniej ludzi, a życie polityczne zostanie na trwałe zdominowane przez wiernych swoim partiom aferzystów. Tak umierają demokracje. Platforma Obywatelska nie daje na to zgody. Dlatego postulujemy zmianę systemu wyboru posłów. Porzućmy ordynację proporcjonalną, opowiedzmy się za większościową w okręgach jednomandatowych. To oznacza, że w jednym okręgu wyborczym może zostać wybrany do Sejmu tylko jeden poseł – ten, który uzyska największą liczbę głosów. Listy partyjne przestaną rządzić naszymi wyborami. To obywatele danego okręgu zadecydują, kto powinien ich reprezentować w parlamencie. Jak to urzeczywistnić? Okręgi jednomandatowe powinny być stosunkowo nieduże, muszą także odpowiadać tradycyjnym i w miarę oczywistym dla wyborców podziałom. Geografia wyborcza nie może stać w niezgodzie z geografią obywatelską i doświadczeniem społecznym. Z każdego okręgu wybrany zostanie jeden poseł, który zdobędzie poparcie ponad połowy głosujących. Oznacza to, po pierwsze, że kandydaci i wyłonieni reprezentanci muszą być znani w swoim okręgu, muszą intensywnie zabiegać o głosy, powinni być w swoim terenie zadomowieni. Bo tylko takie osoby mają szanse sprostać wymaganiom wyborczym. System jednomandatowy sprawia również, że ważniejsza stanie się pozycja posła w okręgu wyborczym niż w aparacie partyjnym. Rola partyjnych układów zostanie osłabiona i polityka będzie mogła powrócić tam, gdzie powinna powstawać, do wyborców. Po drugie – wybory większościowe oparte na zasadzie, że wygrywa kandydat, który zyska minimum 50 procent głosów plus jeden, z reguły odbywać się muszą w dwóch turach. W pierwszej turze startują kandydaci wszystkich partii, w drugiej – pozostają tylko dwaj, ci, którzy uzyskali największą liczbę głosów. Przegrani z pierwszej tury mogą apelować do swoich wyborców, by przerzucili głosy na jedną z pożądanych osób. W tej sytuacji zwykle przewagę zdobywają kandydaci o poglądach umiarkowanych, centrowych, łagodzący a nie grający na emocjach, konfliktach. Ten rodzaj politykowania przyczynia się generalnie do zmniejszenia roli demagogii, populizmu, wszelkich ekstremizmów. Wzmacnia ducha demokracji. System większościowy zmusi więc partie polityczne do szukania kandydatów uczciwych, prawych, potrafiących rozmawiać z wyborcami. Jeśli tak wybrany poseł nie będzie ich dobrze reprezentował, bądź okaże się aferzystą, w następnych wyborach przepadnie i... nie pomoże mu w tym już żadna lista partyjna. To dobry sposób by oczyścić polską politykę z osób niewiarygodnych i skompromitowanych, to jedyny sposób, by w Sejmie zsiedli ludzie zasad, ludzie kompetentni i dbający o nasz kraj, a nie jedynie o partyjne interesy. To również gwarancja powołania uczciwego rządu zgodnego z wyborem większości. Wybory według ordynacji proporcjonalnej reguluje Konstytucja. Dlatego chcemy ją zmienić.
Po czwarte: ZNIESIENIE IMMUNITETU Z mocy Konstytucji posłowie i senatorowie objęci są szczególną ochroną prawną, która nazywana jest immunitetem. Każdy kto wygrywa wybory odpowiada za swoją działalność tylko przed Sejmem lub Senatem. Bez własnej zgody lub zgody odpowiedniej izby nie może stawać przed sądem w sprawach karnych, a postępowanie karne przeciwko niemu jest zawieszone na czas jego kadencji. Co więcej – nie może zostać zatrzymany lub aresztowany, jeśli Sejm lub Senat nie podejmie odpowiedniej uchwały. Taki przywilej ma zapewnić parlamentarzystom pełną niezależność w wykonywaniu ich obowiązków. Chodzi też o to, by uchronić ich przed ewentualnymi nadużyciami ze strony władzy politycznej lub administracji. Poseł lub senator reprezentujący swoich wyborców, może prowadzić swoją działalność bez obawy, że zostanie zatrzymany, aresztowany czy oskarżony. Niestety, w ostatnich latach ten przywilej jest coraz częściej nadużywany. Parlamentarzyści wykorzystują go, by uniknąć odpowiedzialności za przestępstwa pospolite, takie jak np. prowadzenie samochodu po pijanemu, czy zwykłe oszustwa. Zdarzały się też takie sytuacje, w których osoby podejrzane o łamanie prawa uzyskiwały mandat parlamentarny dzięki partyjnym układom, a immunitet zapewniał im bezkarność. Opisywane wielokrotnie nadużywanie tego przywileju sprawia, że polityków postrzega się jako kastę stojącą ponad prawem, jako grupę uprzywilejowaną i przywilejów nadużywającą. To obraża poczucie sprawiedliwości i przyzwoitości. Czyni z polityków grupę z gruntu podejrzaną. Wzmacnia nieufność wobec nich i tworzy poczucie przepaści między wybrańcami a resztą społeczeństwa, między „nimi” i „nami”. W ten sposób powraca znany z czasów PRL podział na „my” i „oni”, i utwierdza w przekonaniu, że nie tak wiele zmieniło się w demokracji, że władza oznacza tylko przywileje, korzyści, a rzadko kiedy służbę i obowiązki. Immunitet w obecnym kształcie stawia posłów ponad prawem. Tym samym obniża się prestiż parlamentu, w ślad za tym coraz gorzej oceniany jest cały system demokratyczny. W państwie prawa nie ma potrzeby zachowywania jakichkolwiek form uprzywilejowania polityków i stawiania ich ponad obowiązujący wszystkich obywateli porządek prawa. Równość wobec prawa musi być pojmowana dosłownie i nie powinna uwzględniać żadnych wyjątków. Jedynym, jaki Platforma Obywatelska gotowa jest wprowadzić, to zwiększenie odpowiedzialności prawnej osób pełniących funkcje publiczne, tak, aby w przypadku przestępstw spadły na nich surowsze kary niż na innych obywateli. Mówiąc krótko: Platforma od momentu powstania stara się ograniczać przywileje ludzi władzy. Immunitet parlamentarny nie jest potrzebny, skoro tak wyraźnie narusza podstawową zasadę, która mówi, że każdy obywatel powinien w ten sam sposób odpowiadać za swoje postępowanie, a kiedy łamie prawo – ponosić tego konsekwencje. Parlamentarzyści, tak jak wszyscy inni obywatele, powinni korzystać z uprawnień, które daje nam obecny porządek prawny. Domniemanie niewinności, jawność życia publicznego, wolność słowa i sumienia z pewnością wystarczą, by pełnić funkcję posła lub senatora, bez wsparcia dodatkowymi przywilejami. Immunitet jest zagwarantowany w Konstytucji. Dlatego chcemy ją zmienić.
To są cztery nasze postulaty rozpoczynające naprawę fundamentów Rzeczpospolitej. Mają wspólny cel: zmuszenie władzy, żeby nie stała ponad prawem oraz usprawnienie rządów. W akcji na rzecz referendum zorganizujemy debaty i spotkania publiczne w całej Polsce, dotrzemy z naszą niebieską książeczką do setek tysięcy obywateli, aby wspólnie przełamać opór zwolenników starego porządku. Ale cel naszej akcji na tym się nie kończy. Jeśli uda się zmienić Konstytucję w wyniku powszechnego żądania obywateli, to będzie czytelny sygnał, że Polacy chcą dla siebie odzyskać państwo, że rozpoczął się proces wychodzenia z choroby. Uleczyć się możemy tylko sami – nikt tego za nas nie zrobi. Wierzę, że stać nas na to, bo jesteśmy wielkim narodem i zasługujemy na Polskę lepszą, niż mamy obecnie.
|